Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwne miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwne miejsca. Pokaż wszystkie posty

Muzeum Sherlocka Holmes’a

DSC_4743


Każdy fan Sherlocka Holmesa musi udać się na  słynną Bakery Street, gdzie mieszkał główny bohater kryminalnych zagadek. Co prawda postać została wymyślona przez autora, ale słynny detektyw do tej pory ma swoje, szerokie grono fanów. W muzeum możemy przenieść się do kryminalistycznych czasów, kiedy Holmes rozwiązywał tajemnicze sprawy podczas słynnej, angielskiej mgły. Idealna kapsuła czasu dla miłośników spraw niewyjaśnionych. Chyba w końcu muszę nadrobić film o Sherlocku.
Do samego muzeum nie weszliśmy, ale zwiedziliśmy sklep Sherlock’a, aby choć trochę poczuć klimat tajemniczych zagadek. Widzieliśmy przeróżne gadżety związane z bohaterem – lupy, fajki, wizytówki, czyli wszystkie charakterystyczne rzeczy tegoż detektywa.
DSC_4735
DSC_4729
DSC_4727
DSC_4724
DSC_4723
DSC_4721
12
13

Cmentarzysko samochodów w Belgii

To nie jest sceneria do kolejnego odcinka Walking Dead, to prawdziwy las pełen wraków starych samochodów. Znajduje się on w Belgii w pobliżu Chatillon. Legenda głosi, że są to samochody porzucone przez amerykańskich żołnierzy, którzy wracając po II WŚ do USA nie mogli ich zabrać, choć wielu twierdzi, że nie jest ona prawdziwa i jest to po prostu zwykłe cmentarzysko pojazdów.

#1.


#2.



#3.



#4.



#5.



#6.



#7.



#8.



#9.



#10.



#11.



#12.



#13.



#14.



#15.



#16.


Nietypowy hotel w Hoogwoud


W dzisiejszych czasach hotelarze prześcigają się w pomysłach na zagospodarowanie miejsca noclegowego. Hotel nie służy nam już tylko do wypoczynku czego przykładem jest pewien ośrodek w Holandii.
Miasteczko Hoogwoud leży na północy Holandii i zamieszkiwane jest zaledwie przez nieco ponad trzy tysiące mieszkańców. Jednymi z nich są Frank i Irma Appel, którzy założyli tu hotel o nazwie Controversy Tram Hotel. Nie jest to jednak zwykła noclegownia. Zamiast zwykłych budynków mamy tutaj różne środki transportu. Na terenie ośrodka znajdziemy między innymi tramwaje, samolot odrzutowy, autobus, samochody, a nawet statek kosmiczny.
Pokoje dla klientów znajdują się w tramwajach, które zostały tutaj ściągnięte z Niemiec i Amsterdamu. Mimo, że od zewnątrz wyglądają jak pojazdy, które widzimy na co dzień to od środka zostały one przekształcone w nowoczesne pensjonaty posiadające pełny węzeł sanitarny i dobrze wyposażony aneks kuchenny. Z racji tego, że na terenie hotelu mamy cztery takie środki transportu każdy z nich został wyposażony w innym stylu kulturowym. W związku z tym mamy tutaj pokój w stylu włoskim, amerykańskim, francuskim i angielskim.
Także i dom właścicieli jest niezwykły. Znajduje się bowiem w piętrowym angielskim autobusie. Ktoś kto nie jest ulubieńcem aktywnego spędzania wolnego czasu może się udać do ... statku kosmicznego, w którym mieści się biblioteka ośrodka.
Doba w Controversy Tram Hotel kosztuje około osiemdziesięciu dolarów. Niemniej jednak, aby zobaczyć ten niezwykły ośrodek od wewnątrz nie musimy decydować się na nocleg, ponieważ na teren hotelu organizowane są liczne wycieczki.
źródło: www.controversy.nl

Wieś Jałówka i zniszczony kościół


Wieś Jałówka i zniszczony kościół


Wiele osób powie, że nie jest to takie do końca opuszczone miejsce. Otóż wygląda to tak, że raz do roku odbywa się tu msza odpustowa na św. Antoniego. Pozostałe 364 dni kościół stoi opustoszały i popada w ruinę, a opowiem wam dlaczego jest to bardzo ważne miejsce w naszej kulturze i historii i powinien ktoś zainteresować się, by chociaż nie zrównał się z ziemią.


Niegdyś Jałówka była dobrze prosperującym miastem. Otrzymała prawa miejskie w 1545 roku. W czasie powstania styczniowego zaś była miejscem zgrupowania polskich powstańców-patriotów. O tym jak dużą miejscowością była Jałówka kiedyś może świadczyć to, że funkcjonowały tutaj dwa kościoły, dwie synagogi i cerkiew. Przed drugą wojną światową mieszkało tutaj 4000 ludzi.


Kościół pw. św. Antoniego rozpoczęto budować w 1910 roku gdy ks. prob. Józef Kartanowicz przejął tę parafię. Ostatecznie kościół poświęcono w roku 1919. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powstał pewien konflikt, gdyż drugą parafię przemianowaną kiedyś na cerkiew oddano Kościołowi Katolickiemu i tym oto sposobem w Jałówce funkcjonowały dwie parafie. Sytuacja ta zmieniła się gdy w 1944 roku wycofujące się wojska niemieckie wysadziły wieżę kościoła, co doprowadziło do jego całkowitego zniszczenia. Po decyzji władz kurii w 1957 roku o nieodbudowywaniu zniszczonej świątyni miejscowa ludność skupiła się wokół parafii Przemienienia Pańskiego.


Sam kościół św. Antoniego został wybudowany w stylu neogotyckim-nadwiślańskim. Styl ten dominował w końcówce XIX i na początku XX wieku. Jak można się łatwo domyślić jest to okres kwitnącego zaboru naszego kraju. Powszechnym w zaborze rosyjskim był zwyczaj przemieniania kościołów na cerkwie. Postępująca w ten sposób rusyfikacja była nie na rękę mieszkańcom narodowości polskiej. Car oczywiście wydawał pozwolenia na budowę kościołów (oficjalnie bardzo niechętnie), ale miał w tym swój interes. W kwestii ekonomicznej leżało to, by ludzie za własne pieniądze wybudowali kościół, żeby potem niskim kosztem poniesionym przez cara przemienić go w cerkiew.


Styl neogotycki-nadwiślański był czymś co znamy z czasów dzisiejszych, mianowicie obejściem przepisów i problemów w bardzo prosty sposób. Problem wyglądał tak: Każdy kościół przemianowują na cerkiew, wybudujmy więc coś czego się na cerkiew przerobić nie da.
Obliczono więc, że przebudowanie samych wież o strzelistym kształcie na prawosławne kopuły będzie kosztować więcej, niż wybudowanie nowej cerkwi. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i żaden z kościołów wybudowanych w tym stylu nie stał się cerkwią.


Gdy ktoś studiuje urbanistykę albo się tym interesuje to polecam odwiedzić tę miejscowość nie tylko ze względu na kościół, ale też na miejski układ przestrzenny z XVI wieku, który jest dobrze widoczny w obecnej wiosce.



Przetestujmy cierpliwość zaborcy

Skoro wspomniałem już o stylu neogotyckim-nadwiślańskim grzechem byłoby nie wspomnieć o sztandarowym przykładzie z Białegostoku. Opowiedzmy krótko historię naszej katedry.

Kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, rok 1890

Według postanowień traktatu w Tylży z roku 1807 Białystok i okoliczne tereny zostają przejęte przez zabór rosyjski. Jako że było to najdalej wysunięte na zachód miasto w zaborze rosyjskim szybko stało się miejscem emigracji ludności i przemysłu. Zwiększająca się liczba ludzi to także zwiększająca się liczba wiernych. Obecny kościół NMP był o wiele za mały. Parafia posiadała już 12 tysięcy wiernych, a miejsca w kościele było na niecały tysiąc. Złożono więc plany rozbudowy świątyni. W 1896 roku projekt zostaje wysłany do kurii w Wilnie, która następnie wysyła go do gubernatora w Grodnie.

Plan zakładał wybudowanie całkiem nowej świątyni w stylu neogotyckim-nadwiślańskim. Wierni musieli jednak poczekać, gdyż rok później Białystok miał wizytować car Mikołaj II. Przychylił się on do prośby mieszkańców, lecz zgodził się jedynie na lekką rozbudowę istniejącego już kościoła NMP.

Pozwolenie pozwoleniem, ale potrzeby wiernych zaspokoić należy. Ma być dobudówka? No to będzie.


Plany budowy katedry zostały przemianowane i ze starej świątyni usunięto prezbiterium, by w owe miejsce dostawić "dobudówkę". Budowę zakończono w 1905 roku, lecz pełnego poświęcenia dokonano dopiero w 1931 r.

Widok na rynek Kościuszki i kościół Farny, 1942 r.

Słynnej w Białymstoku "Farze" jako jednej z nielicznych budowli udało się przetrwać II WŚ w nienaruszonym stanie. Jak widać na załączonym zdjęciu owej budowli nie dało się w żaden sposób przemianować na cerkiew. Piękny przykład neogotyku. Robi naprawdę niesamowite wrażenie stojąc u jej fundamentów.


Gdy kiedyś przyjedziecie do Białegostoku lub w nim mieszkacie zastanówcie się nad tą historią.
Wielka, okazała i piękna katedra jest przekrętem budowlanym z początku XX w.



Bracia, którym choroba odbiera wzrok, wybrali się w podróż życia

Kiedy bracia Justin (38 l.) i Tod (43 l.) Purvis dowiedzieli się, że cierpią na choroideremię, było to dla nich jak wyrok. Już wkrótce choroba spowoduje, że obaj całkowicie stracą wzrok, dlatego postanowili razem wybrać się w podróż życia i zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc w USA, póki jeszcze mogą.

#1. Devil's tower w Wyoming


#2. Tod kosztuje kukurydzy. Choroba charakteryzuje się stopniowym zanikiem widzenia poprzez utratę ostrości oraz zawężenie pola widzenia - tzw. widzenie tunelowe; wpływa też na widzenie kolorów i widzenie nocne



#3. Tod na pustyni w Nevadzie. Tod nadal dysponuje połową normalnego pola widzenia, ale wzrok młodszego brata działa już jedynie w 15%



#4. Tod opisał, że czuje się jakby oglądał świat przez tunel zbudowany z luster, jak to określił "nieruchomy kalejdoskop"



#5. Tod na pustyni w Nevadzie. Podróż trwała 38 dni, jadąc z Nowego Jorku do Los Angeles przejechali 21 000 km



#6. Spotkanie z wężami również było na ich liście.



#7. Rodzeństwo odwiedziło między innymi Grand Canyon, Devil's Tower, park Yellowstone i wodospad Niagara



#8. Wielki Kanion. Tod powiedział, że gdy pierwsze objawy pojawiły się w 2008 r. wpadł w depresję i jego życie ograniczało się do pracy i domu...



#9. ...teraz chce jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć, póki ma taką możliwość



#10. Wycieczka odbyła się w 2010 roku, bracia całą podróż sfilmowali i opublikowali film "Driving blind"



#11. Wizyta w winiarni. Bracia całą podróż odbyli Fordem Escape, aby nie pominąć żadnej możliwości podziwiania widoków



#12. Jaskinia w południowej Dakocie. Samochód prowadził Tod, Justin formalnie już jest traktowany jako niewidomy



#13. Z całej wycieczki najlepiej zapamiętali Devil's tower, ponieważ formacja skalna kojarzy im się z filmem "Bliskie spotkania trzeciego stopnia"



#14.


Źródło: medival.co.uk
abcs