Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Usa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Usa. Pokaż wszystkie posty

Wzruszająca historia prosto z USA

Sytuacja została opowiedziana w internecie przez jednego z policjantów i od razu podbiła serca wielu ludzi.


Podczas spisywania rutynowego raportu dot. wandalizmu w szkole podstawowej funkcjonariusz policji został zaczepiony przez 6-letniego chłopca. Spoglądając w górę i w dół na jego strój służbowy zadał mu pytanie "Jesteś policjantem?".

"Tak" odpowiedział i kontynuował spisywanie raportu.

"Moja mama powiedziała, że jeżeli kiedykolwiek będę potrzebował pomocy, powinienem zwrócić się do policjanta. Czy to prawda?"

"Tak, to prawda" odpowiedział mu.

"Więc, czy" mówiąc wyciągnął swoją stopę w stronę funkcjonariusza "czy mógłbyś proszę zawiązać mi buta?"

Ten przedsiębiorca wie, jak za darmo nakarmić miliony głodujących

Do 40 procent żywności uprawianej, produkowanej i sprzedawanej w Ameryce nie znajduje swojego miejsca na talerzu. Rob Greenfield - amerykański podróżnik, działacz ochrony środowiska i przedsiębiorca, chciał dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje. Na rowerze wyruszył w podróż, aby znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Rob odkrył, że najwięcej jedzenia wyrzucają sklepy spożywcze i restauracje


Jedzenie znalezione w Cleveland w stanie Ohio. Każdego dnia wyrzucanych jest masa produktów spożywczych tylko dlatego, że są zbyt dojrzałe, dziwnie ukształtowane lub dlatego, że ludzie potrzebują miejsca na półkach.



Rob w śmietnikach szuka jedzenia nadającego się do spożycia.




"Jeden na 7 Amerykanów nie ma co jeść, a my wyrzucamy wystarczającą ilość żywności, aby nakarmić ich pięć razy". Rozwiązanie Roba jest proste: chce aby sklepy spożywcze zamiast wyrzucać oddawały jedzenie.



Jedzenie znalezione w Waszyngtonie.



Jedzenie znalezione w Filadelfii. Ludzie wolą wyrzucać jedzenie, bo tak jest łatwiej i nie ponosi się za to odpowiedzialności.



Jedzenie znalezione w Chicago, Illinois.


"Gdy byłem w Chicago w Englewood, najbiedniejszej dzielnicy w mieście, dowiedziałem się, że większość ludzi chodzi spać głodna prawie każdej nocy. Kiedy powiedziałem im, że blisko nich w śmietnikach jest wystarczająco dużo nadającego się do spożycia jedzenia, nie wierzyli. Zanurkowałem więc w śmietnikach na północnych przedmieściach i wypełniłem swojego jeepa żywnością o wartości ponad 2 500 dolarów w ciągu dwóch godzin".

Jedzenie znalezione w Detroit w stanie Michigan. Rob namawia przedsiębiorców do oddawania jedzenia, bo można to odpisać od podatku oraz oszczędza się na opłatach za śmieci, a co najważniejsze pomaga się innym.



Jedzenie znalezione w Nowym Jorku. "Jeżdżę rowerem po całej Ameryce i wyciągam jedzenie ze śmietników w celu zmniejszenia marnotrawstwa żywności w tym kraju", pisze Rob na swoim blogu



Jedzenie znalezione w Lancaster, Pensylwania.


W każdym mieście, które odwiedza Rob całe znalezione jedzenie wystawia w publicznym miejscu, aby ludzie mogli zobaczyć ile jedzenia marnuje się każdego dnia.




Jedzenie znalezione w Madison w stanie Wisconsin. Przechodnie są zachęcani do tego, aby brać to czego potrzebują i w ciągu kilku minut wszystko znika.


Źródło: http://robgreenfield.tv/FoodWaste/

Poturbowany kot trafił do genialnego weterynarza, który uratował zwierzakowi życie

W zeszłym roku, kotka Duchess (Księżna) trafiła w ciężkim stanie do szpitala dla zwierząt w Teksasie. W wyniku potrącenia przez samochód miała złamaną szczękę oraz była solidnie poturbowana. Lekarze ze szpitala szybko zdecydowali się, że będą walczyć o jej życie...

#1. Gdyby trafiła do innego szpitala, prawdopodobnie lekarz zaleciłby uśpienie zwierzęcia

Kliknij i zobacz więcej!

#2. Doktor Meyer ze szpitala w Teksasie postanowił powalczyć o kotkę.

Kliknij i zobacz więcej!

#3. Pechowej kotce usunięto wszystkie zęby. Jej szanse od początku były niewielkie. Była karmiona przez rurkę i przyjmowała mnóstwo lekarstw. Zwierzak okazał się jednak prawdziwym twardzielem i uparcie walczył o pozostanie przy życiu.

Kliknij i zobacz więcej!

#4. Na szczęście operacja przebiegła pomyślnie i rany na Księżnej "goją się jak na psie" :).

Kliknij i zobacz więcej!

#5. Jej powrót do zdrowia był prawdziwym cudem. Dzięki nowemu uśmiechowi, kotka bardzo szybko znalazła nową opiekunkę.

Kliknij i zobacz więcej! 


Źródło: http://www.boredpanda.com/smiling-cat-dislocated-jaw-crooked-broken-duchess/

Jeż pigmejski z Utah

Jeż pigmejski z Utah szybko zdobył sławę w internecie i doczekał się mnóstwa własnych fanów. Patrząc na te zdjęcia, wcale się nie dziwimy...


Jego kariera rozpoczęła się w momencie, gdy trafił w ręce Carolyn Parker

Poprzedni właściciel źle się nim zajmował i kobieta przygarnęła go pod swój dach. Huff okazał się być nie tylko bardzo towarzyskim zwierzakiem domowym, ale również niespotykanie fotogenicznym.

Kobieta cierpiała na depresję i pewnego dnia wpadła na pomysł, aby zrobić mu kilka zdjęć i wrzucić do sieci

Chciała robić to co kocha, a nowy członek rodziny zdawał się dotrzymywać jej w tym kroku. Carolyn nie miała pojęcia, że jego zdjęcia wzbudzą tyle zainteresowania i przysporzą ogromnej popularności.

Można by powiedzieć, że to transakcja wiązana...

Ona pomogła jeżowi znaleźć troskliwy dom, on pomógł jej wyjść z depresji i odnaleźć nową pasję.

A teraz przyznajcie się - ilu z was na poważnie myślało o jeżu w kategorii zwierzaka domowego?


Źródło: https://www.instagram.com/huffthehedgehog/

Gigantyczny dom na drzewie

Wielu z nas w młodości marzyło o domku na drzewie. Jeśli nawet nasze marzenia się spełniły i mieliśmy w pobliżu swój domek to daleko mu było do tego jaki znajduje się w stanie Tennessee, w Stanach Zjednoczonych.
Horace Burgess mieszka nieopodal Crossville i swój dom na drzewie buduje już od 20-stu lat. "Dom" na pewno nie jest tutaj wyrażeniem na wyrost ponieważ jest to ogromna budowla. Obecnie ten nietypowy dom, którego podwaliną jest 25-cio metrowy dąb ma około 30-stu metrów wysokości. Zawiera on w sobie aż 11 pięter. Oprócz pokoi, których jest tutaj mnóstwo mieści on w sobie między innymi boisko do koszykówki i kaplicę, której z jednego powodu nie mogło zabraknąć.
Jak już zostało wspomniane budowla tego gigantycznego domu zaczęła się 20 lat temu. To właśnie w 1993 roku jak twierdzi Burgess objawił mu się Bóg i nakazał wzniesienie takiej konstrukcji. O materiał na budowę główny zainteresowany miał się nie martwić ponieważ stanowić go miały deski z rozbieranych stodół, szop i spadające z obecnego tutaj dębu konary. Tak też jest i mimo, że na dotychczasową budowę Horace wydał około 12 tysięcy dolarów to większość budulca pochodzi z rozbiórki. Jednym z wyjątków są tutaj gwoździe, których do tej pory użyto około 258 tysięcy.
Mimo tego, że autor tego projektu w dalszym ciągu rozbudowuje swój domek już teraz licznie odwiedzają go turyści. Obecnie tygodniowo jest ich około 700 i ich liczba szybko rośnie. Oprócz samej budowli do zobaczenia jest także i ogród, który prowadzony jest przez żonę Burgessa. Najlepiej jest go podziwiać z ostatniego piętra budynku. Wówczas patrząc na ogród widzimy napis Jezus, który tworzą rosnące tam kwiaty.
W Stanach Zjednoczonych Horace Burgess został ochrzczony drugim Noe.

Zeus - najwyższy pies na Świecie

azwyczaj psy nie osiągają nadzwyczaj wielkich rozmiarów. Jednak rekordy mamy i tutaj. Prawdziwym rekordzistą jest Zeus z Michigan. Dog niemiecki osiągnął szczególne rozmiary.


Owy pies jest najwyższy z czworonogów swojego gatunku. Obecnie w normalnej dla psów pozycji osiąga on wysokość ponad 120 cm. Oznacza to tylko tyle, że bez żadnego kłopotu sięga on swoim pyskiem zlewu, który jak wiemy zazwyczaj jest umieszczony około 85 cm nad ziemią.
Niemniej jednak jeżeli stanie on na dwóch tylnych łapach to owa wysokość jest zdecydowanie wyższa. W takiej sytuacji osiąga wysokość ponad dwóch metrów. Oczywiste jest to, że wtedy jest on zdecydowanie wyższy od człowieka.
Dla właścicielki tego giganta problemem są nawet spacery, a głównym tego powodem są uszczypliwości ze strony ludzi. Wielu z nich nazywa Zeusa osłem lub żyrafą. W żadnym wypadku nie przypomina on psa, a raczej zdecydowanie większe zwierzę.
źródło: www.salon.com

Co się piło w okresie amerykańskiej prohibicji?

17 stycznia 1920 obywatele Stanów Zjednoczonych otrzymali od swojego rządu dość upiorny prezent – dodana do konstytucji 18. poprawka wprowadziła w życie tzw. „szlachetny eksperyment”. W praktyce oznaczało to, że napoje alkoholowe całkowicie znikną ze sklepowych półek.

Czy Amerykanie posłusznie przerzucili się na wodę sodową i oranżadę? Oczywiście, że nie. Prohibicja nie zachęciła nikogo do odstawienia kieliszka. Pytanie tylko, skąd wziąć upragnione procenty?

Zapasy

Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie prohibicji nie było równoznaczne z zakazem spożywania alkoholu. To co było zabronione to produkcja, sprzedaż i transport procentowych trunków. Zanim więc nowe prawo weszło w życie, miliony obywateli szturmem ruszyły na sklepy monopolowe, aby wykupić tyle napojów wyskokowych, ile tylko się da. Większość obywateli musiało zadowolić się kilkoma butelkami, natomiast najzamożniejsi Amerykanie budowali sobie przepastne piwnice, które wypełniali alkoholowymi zapasami.


Farmerskie specjały

Kiedy tylko prohibicja weszła w życie, powołano 1520 federalnych agentów, których zadaniem było śledzenie i łapanie wszystkich, którzy odważą się produkować zakazany przez prawo produkt. Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie absolutnego zakazu obrotu alkoholem znalazło całkiem wielu zwolenników, którzy uważali, że napoje wyskokowe to zło w najczystszej postaci. Szczególnie duże uznanie prohibicja znalazła wśród bogobojnych farmerów zatroskanych o demoralizujący wpływ alkoholu na ich córki. Z drugiej jednak strony, to właśnie ci farmerzy mieli najłatwiejszy dostęp do produktów niezbędnych do produkcji procentowych trunków.
Na wsi produkowało się więc delicję zwaną kukurydzianą whisky, a także fermentowane napoje owocowe o średniej mocy, czyli cydry.


„Lewe” piwo

Piwo można było bez problemu kupić w każdym szanującym się spożywczaku. Były to jednak bezalkoholowe wersje tego napoju. Całe skrzynki takiego sikacza często trafiały w ręce bimbrowników, którzy wzbogacali butelki nielegalnymi procentami. Jako że bezalkoholowe piwo stało się w okresie prohibicji niezwykle popularne, a osoby raczące się tym świństwem były widokiem dość powszednim, rzadko kiedy stróże prawa wyczuwali podstęp…




Rum z importu

Kiedy upiorna wizja wiecznej trzeźwości stała się nie do wytrzymania, Amerykanie zwrócili się z prośbą o pomoc do swoich sąsiadów. Rękawy podwinęli więc szmuglerzy, zajmujący się nielegalnym transportem towarów z Kanady i Meksyku. Postawiono na rum! Najbardziej opłacało się sprowadzać go drogą morską.


Każdy, kto podjął się takiej misji, otrzymywał za skrzynkę kontrabandy 25 dolców, natomiast śmiałkowie, którzy przemycali rum drogą lądową, z uwagi na większe ryzyko, inkasowali za każdą skrzynkę po 50 dolarów.


W czasie amerykańskiej prohibicji ilość szmuglowanego z Kanady alkoholu wzrosła sześciokrotnie, natomiast przemyt z Meksyku zwiększył się aż dziesięciokrotnie.

Whisky z importu

To już była branża, którą zajmowała się mafia. Grupy przestępcze, które wcześniej trudniły się głównie rabunkami, stręczycielstwem i hazardem, miały teraz pełne ręce roboty. Trzeba było przecież liczyć profity z obrotu kontrabandą i pilnować, aby organy ścigania nie skarżyły się na zbyt niskie łapówki.
Zarówno Al Capone, jak i Lucky Luciano, zajmowali się m.in. ściąganiem whisky z Kanady. Stamtąd też sprowadzano francuskie wina i szampany. Na tym procederze do kieszeni Ala Capone co roku spływało okrągłe 100 milionów dolarów.


Winogronowa cegła? Uwaga, aby nie sfermentowała!

Całkiem sprytny sposób na ominięcie zakazu sprzedaży alkoholu mieli farmerzy z zachodniego wybrzeża, którzy to zaczęli czerpać wielkie zyski z hodowli winogron. Całkiem legalnie wytwarzali oni koncentrat z tych owoców i sprzedawali go w formie gustownych cegieł. Na kartonowym opakowaniu takiego produktu widniał jednak napis ostrzegający nabywców: „Po rozrobieniu koncentratu w jednym galonie wody uważaj, aby nie zostawić go na dwadzieścia dni w zaciemnionym miejscu, bo może zamienić się w wino!”
Od momentu wejścia w życie prohibicji zapotrzebowanie na ten produkt było tak wielkie, że produkcja winogronowego koncentratu zwiększyła się 700-krotnie!


Alkohol przemysłowy

Oczywiście zakaz produkcji i sprzedaży płynów z procentami nie dotyczył alkoholu wykorzystywanego w przemyśle. Przestępcy mieli swoje źródła, skąd zaopatrywali się w ogromne ilości np. metanolu. Następnie płyn trafiał w troskliwe ręce mafijnych chemików, którzy z większym lub mniejszym skutkiem sprawiali, że dało się go wypić i nie umrzeć. W najgorszym wypadku konsumenci potwornie się zatruwali i tracili wzrok... Kiedy władze zorientowały się, że gangsterzy uskuteczniają taki proceder, nakazały dodatkowo zatruwać przemysłowy alkohol. W efekcie posłały do krainy wiecznych łowów ponad 10 tysięcy osób!


Bimber

Oczywiście zaraz po wprowadzeniu nowego prawa drastycznie zwiększyła się też ilość melin wyspecjalizowanych w tworzeniu prawdziwego paliwa rakietowego. Zapotrzebowanie na mocne, tanie alkohole było tak duże, że większość bimbrowników nad jakość stawiała ilość produkowanego alkoholu. Szczególnie dobrze w tym procederze radziły sobie włoskie, żydowskie i… polskie gangi. Mickey Duffy, gangster o polskich korzeniach, był w okresie prohibicji jednym z największych bimbrowych potentatów w USA.


Wino dla rabina

W 18. poprawce do amerykańskiej konstytucji znalazło się kilka kruczków, które można było wykorzystać. I tak na przykład żydowscy duchowni oraz starozakonne rodziny miały prawo kupować i dystrybuować 10 galonów koszernego wina rocznie. Sprawa oczywiście nieco wymknęła się spod kontroli i ceremonialny napitek trafiał też do gardeł przypadkowych miłośników alkoholu.


Whisky, ale medyczne!

Drugą prawną „nieszczelnością” w 18. poprawce było zezwolenie na przepisywanie pacjentom małych dawek whisky przez lekarzy. Alkohol traktowany był jako lekarstwo stosowane przy niektórych nowotworach, problemach z trawieniem czy depresji. Chory mógł za cenę 3 dolarów dostać receptę na zakup ok. pół litra „lekarstwa” co 10 dni.


Oczywiście liczba osób wymagających leczenia drastyczne poszła w górę, gdy tylko amatorzy procentów dowiedzieli się o nowych możliwościach pozyskania alkoholu. Lekarze tymczasem cieszyli się, że mają tylu klientów.

Prohibicja nie działa!

Prohibicja przyniosła za sobą więcej szkód niż pożytku. Gwałtownie wzrosła przestępczość, a czerpiące zyski na obrocie nielegalnym produktem gangi stały się prawdziwym wrzodem na tyłku stróżów prawa... Oczywiście tych, którzy nie dali się przekupić. Korupcja policji i sądów stała się bowiem chlebem powszednim.
Spożycie alkoholu przez mieszkańców USA początkowo zmalało, aby parę lat później gwałtownie wzrosnąć. Zmieniła się za to kultura picia - ludzie do nieprzytomności opijali się w domach. Jakby tego było mało, bardzo popularnym produktem stały się papierosy. W okresie prohibicji trzykrotnie zwiększyła się ilość osób uzależnionych od nikotyny.
Władze przestały czerpać zyski z obrotu napojami alkoholowymi, a zaczęły dokładać fortunę do walki z czarnorynkowym procederem. Szacuje się, że w ten sposób utopiono okrągły miliard dolarów.
23 marca 1933 roku prezydent Roosevelt podpisał nową poprawkę, na mocy której do sklepów wróciło piwo i lekkie wina. Składając swój podpis na dokumencie, polityk miał powiedzieć: "Myślę, że to dobra pora na piwo".





Źródło: http://www.history.com/news/history-lists/8-things-you-should-know-about-al-capone , http://www.history.com/news/10-things-you-should-know-about-prohibition
abcs