8 miejsc, które wyglądają jak z innej planety

Szukacie pomysłu, gdzie pojechać na wakacje? Nudzicie się w robocie i chcielibyście zobaczyć coś fajnego? Zapraszam na wycieczkę po najciekawszych miejscach na Ziemi.

#1. Gejzer Fly znajdujący się w Hualapai Valley w Nevadzie w Stanach Zjednoczonych


Ciekawostka - gejzer ten powstał w wyniku działalności człowieka. W 1916 roku kopano w tym miejscu studnię w poszukiwaniu wód gruntowych, ale natrafiano na wody termalne. Z minerałów, które się z nich wytrącały powstała w ciągu 100 lat skała o wysokości prawie 4 metrów.

#2. Góry Tianzi w Chinach


Przypomina się film Avatar, prawda? I słusznie, bo to właśnie te góry są pierwowzorami tych filmowych. Góra ta nazywana Filarem Nieba i Ziemi po sukcesie filmu została okrzyknięta nową nazwą Avatar Alleluja.

#3. Jaskinie Waitomo w Nowej Zelandii


Niesamowity wygląd to zasługa bioluminescencji insektów zamieszkujących ściany.

#4. Pamukkale w Turcji


Wapiennie osady na zboczu góry Cökelez tworzące baseny wody termalnej.

#5. Zamarznięte Jezioro Bajkał w Rosji


Zamarzająca czysta woda tworzy niesamowite formy.

#6. Narodowy Park Geologiczny Zhangye Danxia w Chinach


Wzgórza te powstały w wyniku erozji skał wypiętrzonych podczas procesów górotwórczych, a każdy kolor odpowiada innej warstwie skalnej.

#7. Góra Roraima w Wenezueli


Góra typu stoliwo (o płaskim, rozległym szczycie) zamieszkana w większości przez gatunki endemiczne. Była inspiracją dla Arthura Conana Doyle'a do napisania powieści "Zaginiony świat".

#8. Jaskinia Hang Son Doong w Wietnamie



Chociaż wydaje się, że naszą własną planetę poznaliśmy już dość dobrze (nie licząc oceanów), to jednak ta największa jaskinia na świecie została odkryta przez brytyjskich badaczy dopiero w... 2009 roku.

Wygląda jak wielki tor Hot Wheels

Jeśli kiedykolwiek mieliście ochotę doświadczyć wrażeń z kolejki górskiej nie wysiadając z samochodu, to koniecznie musicie przejechać przez most Eshima Ohashi w Japonii.


Most przecina jezioro Nakaumi i łączy miasta Matsue i Sakaiminato. Ma 1,7 km długości i 11,3 m szerokości.



Jest to trzeci największy most ramowy na świecie.



Z daleka robi wrażenie tak stromego, że podjechanie wydaje się niewykonalne.



Nachylenie wzdłużne nawierzchni od strony prefektury Shimane wynosi 6,1%, a od strony prefektury Tottori 5,1%.



Niesamowite wrażenie po części wynika z perspektywy ujęcia, most widziany z boku robi trochę mniejsze wrażenie, choć nadal jest stromy.

Poturbowany kot trafił do genialnego weterynarza, który uratował zwierzakowi życie

W zeszłym roku, kotka Duchess (Księżna) trafiła w ciężkim stanie do szpitala dla zwierząt w Teksasie. W wyniku potrącenia przez samochód miała złamaną szczękę oraz była solidnie poturbowana. Lekarze ze szpitala szybko zdecydowali się, że będą walczyć o jej życie...

#1. Gdyby trafiła do innego szpitala, prawdopodobnie lekarz zaleciłby uśpienie zwierzęcia

Kliknij i zobacz więcej!

#2. Doktor Meyer ze szpitala w Teksasie postanowił powalczyć o kotkę.

Kliknij i zobacz więcej!

#3. Pechowej kotce usunięto wszystkie zęby. Jej szanse od początku były niewielkie. Była karmiona przez rurkę i przyjmowała mnóstwo lekarstw. Zwierzak okazał się jednak prawdziwym twardzielem i uparcie walczył o pozostanie przy życiu.

Kliknij i zobacz więcej!

#4. Na szczęście operacja przebiegła pomyślnie i rany na Księżnej "goją się jak na psie" :).

Kliknij i zobacz więcej!

#5. Jej powrót do zdrowia był prawdziwym cudem. Dzięki nowemu uśmiechowi, kotka bardzo szybko znalazła nową opiekunkę.

Kliknij i zobacz więcej! 


Źródło: http://www.boredpanda.com/smiling-cat-dislocated-jaw-crooked-broken-duchess/

Bezpański pies znaleziony stał się królem

Kiedy Niemka Julie Marie Werner znalazła go buszującego przy śmietniku w poszukiwaniu jedzenia, natychmiast się w nim zakochała. Choć dla innych mógł być zwyczajnym, bezpańskim psem, jakich wiele na ulicach, dla niej był małym lwem walczącym o przetrwanie. I to dzięki niej jego los odmienił się zupełnie.

Julie, z zawodu fotograf, znalazła psa w Hiszpanii, kiedy kręcił się przy śmietniku


Ich spojrzenia spotkały się, kiedy szukał czegoś do jedzenia


Przez swoją grzywę przypominał jej Simbę z "Króla Lwa"


Juliet od razu wiedziała, że musi go zabrać ze sobą


Na naszego czworonożnego bohatera czekała zatem przeprowadzka do Niemiec


Juliet nazwała go Tschikko Leopold von Werner


Juliet uważa, że podobnie jak wiele psów, został wyrzucony z samochodu z dala od domu przez poprzedniego właściciela


Przez tę grzywę sprawiał wrażenie małego, odważnego lwa


Kobieta postanowiła go zatem pokazać światu od tej strony


Jak widać na załączonych obrazkach, świetnie wpisuje się w tę rolę


Fotografie są częścią projektu o nazwie "Grossstadtlowe"


Po polsku oznacza to mniej więcej "Lew z dużego miasta"


Wygląda jak prawdziwy król (miejskiej) dżungli


I tak, wiemy, że lwy nie mieszkają w dżungli ;-)


Rola modela widocznie mu służy, bardzo lubi eksplorować miasto ze swoją nową właścicielką


I choć przechodnie mogą faktycznie pomylić go z lwem...


...to w głębi serca nadal pozostaje zwyczajnym psiakiem, skorym do zabawy i kopania dziur

 

Budynki w kształcie zwierząt

Czego to ludzie nie wymyślą by się wyróżnić, zareklamować bądź kiedy są na piwie i myśli same wpadają do głowy. Przedstawiamy budynki które przy których pijany myśliwy ze strzelbą nie jest mile widziany.

"Pędzący królik"





 Nie wiadomo dlaczego pędzący ale królik już nie zostawia żadnych wątpliwości. Budynek wybudowany na EXPO 2010 w Szanghaju. Nie wiadomo czy architekt był na haju czy po prostu lubił marchewkę.

"The big Duck"

O ile nie wiadomo dlaczego królik jest pędzący o tyle nie ma wątpliwości czemu kaczka jest duża. Budynek powstał w 1930 w stanie Nowy York. Kaczka służyła jako {o zgrozo) sklep z kaczkami i jajkami.

Lucy the Elephant

Jeden z najstarszych budynków w kształcie zwierzęcia. Został wybudowany już w 1882 roku.

Rekin

Budynek spełnia rolę baru w Rosji, nie wiadomo czy można kupić w nim rekina czy tylko frytki z ketchupem ale na brak klientów ta ekscentryczna budowla na pewno narzekać nie może.

Lew z Las Vegas

Ach Las Vegas. Nic więcej o tym miejscu nie umiemy powiedzieć gdyż nigdy nas tam nie było. Wiemy tylko to, że mają tam mnóstwo dziwnych budynków a jednym z nich jest lew przy budynku wytwórni filmowej MGM.

Rekin II

I na koniec prezentujemy kolejną rybę tym razem jest to wejście do akwarium w Turcji. Więc jeśli brakuje wam kasy na dobrego architekta a chcecie mieć wypasiony dom to ołówek w rękę i narysujcie szkic waszego psa, sąsiedzi to docenią.
źródło: bryla.gazetadom.pl

L’onda della morte - śmiertelna fala

Wszyscy znają Włochy. Florencja, Rzym, pizza, Neapol, mozzarella, prosciutto itd. Oczywistym jest, że Włosi byli i są zawsze uśmiechnięci, bo dolce vita, sole e la spiaggia. Jednak nie wszystkie karty historii przysparzają dumy i wcale nie trzeba się cofać do czasów wojen.



Nie, nie będzie też o faszyzmie. Ta historia została napisana przez człowieka, a natura dopowiedziała resztę.

Słowo tragedia zawsze już będzie kojarzyć się z datą 9 października 1963...


Godzina 22:39 - Longarone u stóp wąwozu Vajont, 100 km na północ od Wenecji, na pograniczu regionów Friuli i Veneto, jedni siedzą jeszcze w barze i oglądają finał Ligi Mistrzów Real Madrid - Glasgow Rangers, niewiele rodzin może sobie pozwolić na telewizor, inni szykują się po prostu do snu. Wieczór jakich wiele – tak mogłoby się wydawać, ale nim nie będzie, na pewno nie dla mieszkańców Erto, Casso, Longarone, Castellavazzo.

Proboszcz Casso, osady leżącej naprzeciw zbocza góry Monte Toc słyszy hałas i wygląda przez okno. Nie wierzy własnym oczom, widząc jak cały las szerokości ok. 2 km u podnóża góry "zjeżdża" w dół. Po niespełna 20 sekundach 260 milionów metrów sześciennych skał, ziemi i drzew z prędkością 100 km/h uderza w sztuczne jezioro Vajont.

Pierwsza fala utworzona przez osuwisko osiąga 250 m wysokości i wzbijając w powietrze 100-kilogramowe głazy zawisa na moment nad Casso, po czym z impetem uderza w szkołę podstawową. Deszcz skał bombarduje domy dziurawiąc dachy i raniąc wiele osób, woda dopełnia reszty, zabierając wszystko, co znajduje się poniżej szkoły, również drogę. Drugie czoło fali uderza w tym samym momencie w leżącą obok wioskę Erto. Skały tuż przed wioską zmniejszają nieco siłę żywiołu, ale leżące obok mniejsze osady ludzkie nie mają najmniejszych szans - woda i błoto zbiera pierwsze żniwo 347 zabitych.



Trzecia fala kieruje się wprost na zaporę. Ściana wody, przewyższająca wysokość tamy ponad 150 m z łoskotem przewala się przez koronę Vajont, zabierając ze sobą punkt kontrolny i drogę komunikacyjną. Zapora jakimś cudem pozostaje nietknięta, ale teraz niszczycielska siła nie ma na swojej drodze już nic co mogłoby uratować leżące u stóp góry niespodziewające się kataklizmu Longarone i Castellavazzo. Oglądający jeszcze przed chwilą mecz ludzie zostają pozbawieni najpierw prądu. Wychodząc na papierosa w oczekiwaniu na być może rychłą naprawę patrzą w górę w kierunku Vajont. Ktoś zauważa błyski w ciemnościach – pewnie idzie burza, mówi ktoś inny. Nie wiedzą, że woda właśnie zniszczyła linie wysokiego napięcia. 50 milionów metrów sześciennych wody o wysokości już "tylko" 70 m pcha przed sobą ścianę powietrza. Wilgotny wiatr o zapachu ziemi zatyka oddech, a dudnienie nadchodzące z gór nie pozostawia wątpliwości palącym papierosy, że będzie burza.

22:43 nadchodzi woda, 4 minuty od przejścia przez tamę, z prędkością 80 km/h wściekła błotna kipiel zmiata z powierzchni ziemi Longarone i Castellavazzo, wspina się jeszcze na przeciwległe zbocze, aby za chwilę opaść i pozostawić w ciszy całą dolinę...

Nie tylko brak domów i ludzi, fala uderzeniowa o sile dwóch bomb z Hiroszimy wymiotła do gołej skały również całą wegetację.


Z osady Pirago pozostała jedynie dzwonnica. Longarone wraz z otaczającymi frakcjami, liczące ponad 2000 istnień ludzkich, przestało istnieć... w niecałe 5 minut od lawiny.



0:15 nadchodzi pierwsza pomoc z oddalonego o 24 km Pieve di Cadore – 7 batalion "Alpini di Cadore", w przeciągu następnych 2 godzin kolejne oddziały z Belluno, łącznie zmobilizowano 850 jednostek, w tym 271 pojazdów i urządzeń mechanicznych, 3 helikoptery, dźwigi, pompy, piły.


Rozpoczynają się poszukiwania rannych i wydobywanie zwłok z błota, spod skał i rumowisk, wiele ciał trzeba ściągać z drzew. Na miejscu jest policja, straż, lekarze i księża.

5:00, 10 października – Poranek odsłania ogrom zniszczeń, powyginane szyny kolejowe, zwłoki dosłownie wszędzie, zwisające korpusy ludzkie, zmasakrowane przez spadające głazy, porwane przez nurt samochody, maszyny rolnicze. Rozpoczyna się bolesny rytuał identyfikacji. Pośród zawodzenia nielicznych, którzy przeżyli, słychać księży udzielających w naprędce ostatnich sakramentów. Ciała są segregowane i przygotowywane do pochówku. Miejsca na sąsiednich cmentarzach nie wystarczy, trzeba szybko zorganizować nowe.
Radio donosi o kataklizmie wywołanym zniszczeniem tamy.

Nikt w nocy nie patrzył w górę na tamę, wszyscy byli przekonani, że ta runęła, tymczasem...

ZAPORA WCIĄŻ STOI...





Zapora łukowa Vajont, odlana z betonu, to najprawdopodobniej jedna z niewielu rzeczy wykonanych prawidłowo.

Przed jej wybudowaniem oraz po doszło do rozlicznych zaniedbań, naginania faktów oraz oczywiście braku respektu dla natury.

...a więc DLACZEGO? Wróćmy na oś czasu...

1929 r. – SADE (Società Adriatica di Elettricità), firma prywatna założona przez hrabiego Giuseppe Volpi, wskazuje dolinę Vajont jako idealne miejsce na wzniesienie zapory, strategicznego elementu w kompleksie hydrogeologicznym w Dolomitach; Hrabia Volpi zdobył majątek na handlu tytoniem, ale jego ambicje polityczne wymagają finansowania, rozpoczynają się prace projektowe; entuzjazm w poszukiwaniu źródeł energii przerywa wojna.

1946 r. – chaos w związku z upadkiem faszyzmu i ucieczka króla Włoch sprzyja pobieżnej analizie projektu i po zatwierdzeniu ministerialnym prezydent Włoch Enrico De Nicola podpisuje zgodę na budowę, rozpoczyna się wykup gruntów i pierwsze protesty mieszkańców, kontrargumenty to oczywiście rozwój regionu – jak zwykle. Kto słuchałby nic nie znaczących opowieści o górze, która wydaje z siebie dziwne odgłosy.

Kto przejmowałby się nazwą, która już sama w sobie coś sugerowała – Monte (góra) Toc, w dialekcie Friuli człon ten oznacza coś, co jest uszkodzone, rozkawałkowane lub wręcz "zgniłe" czy podmokłe – patoc.





1957 – początek prac budowlanych, w międzyczasie SADE występuje o modyfikację projektu, to jest zwiększenie pojemności zbiornika i podwyższenie zapory z 200 m na 260 m, które oczywiście zatwierdzono. Przed końcem 1957 prace ruszają pełną parą, pomimo braku kompletnej analizy hydrogeologicznej.




1959 r. – pierwsza lawina o kubaturze 3 mln m3 schodzi w dolinę zabijając 1 robotnika. W trakcie całej budowy ginie na skutek wypadków łącznie 15 osób. Notatka w gazetach kończy się doniesieniem SADE o rozpowszechnianiu przez dziennikarzy fałszywych i tendencyjnych informacji. Komisja sądowa domaga się szczegółowej relacji technicznej, gdyż zapora jest właściwie gotowa. Geotechnik Leopold Muller przedstawia serię wątpliwości dotyczących stabilności zbocza Monte Toc. Jego opracowanie podkreśla występowanie warstw łupków i gliny w strukturze góry zwiększając drastycznie, w połączeniu z wodą, możliwość ześlizgu. Tymczasem inżynier Carlo Semenza, główny projektant zapory, powołuje swoich biegłych, SADE odrzuca argumenty Mullera – tylko wierzchnia warstwa około 10 cm jest niestabilna – nikomu nic nie grozi.

1960 r. – pierwsze próby z lustrem wody na poziomie 595 m n.p.m. wypadają pomyślnie – kolejna pozytywna relacja biegłych SADE – geolog Semenza konkluduje podniesienie poziomu do 660 m n.p.m.

1960 r., 4 listopada – druga lawina 700 000 m3 powoduje powstanie 2,5 km szczeliny w kształcie litery "M" na zboczu Monte Toc, geolodzy proponują, aby ustabilizować osuwisko obniżając poziom wody

1963 r., wrzesień - po serii eksperymentów z obniżaniem wody uznano, że osuwisko ostatecznie ustabilizowano. Dodatkowe prace w postaci zastrzyków cementu i wykonanie tuneli drenażowych utwierdzają, że można powrócić do założonych w projekcie poziomów wody, czyli 710 m n.p.m. Tym samym wszystko jest gotowe do największej w historii katastrofy.

1963 r., 9 października - od tego dnia do dziś zapora Vajont będzie nazywana we Włoszech "diga del disonore", czyli haniebna zapora. Blisko 2000 osób pogrzebanych żywcem w błocie i kamieniach





Historia procesu wytoczonego decydentom wykracza poza ramy tej relacji, dość powiedzieć, że pierwszy wyrok skazywał jedynie 2 osoby - Alberico Biadene i Francesco Sensidoni (5 lat pozbawienia wolności); SADE w międzyczasie zmieniło status stając się spółką państwową (ENEL), co utrudniło dodatkowo dochodzenie; część procesów trwa do dziś, bo pojawiły się doniesienia o celowym spowodowaniu kataklizmu... Dekret premiera Gliuliano Armato w 2000 r. przewiduje wypłatę 77 miliardów lirów przez ENEL na poczet szkód ekonomicznych, środowiskowych i ofiar tragedii.

Strefa cyfr

1910 – oficjalnie potwierdzona liczba ofiar, w tym 15 robotników, którzy zginęli jeszcze w czasie budowy, szacunki mówią o 2200 osobach

Dane liczbowe osuwiska skalnego

2 km2 - powierzchnia
260 mln m3 - objętość
2 km - długość
150 m - średnia wysokość
160 m - wysokość spiętrzenia
72-90 - km/h prędkość opadania

Dane fali

250 m – wysokość max
150 m – wysokość min
50 mln m3 – ilość wody, która przelała się przez koronę zapory
80–100 km/h - prędkość przemieszczania się w dół doliny

Dane zapory Vajont

3,4 m - grubość szczytu zapory
22,1 m – grubość zapory u podstawy
264,6 m – wysokość całkowita zapory, w momencie oddania (1959 r.) była najwyższa na świecie
261,6 m – wysokość spiętrzonej wody
712 m - max wysokość lustra wody nad poziomem morza
168 mln m3 – max pojemność zbiornika Vajont
400 000 m3 – ilość materiału skalnego usuniętego w celu wykonania fundamentów
360 000 m3 – ilość betonu zużytego do wykonania konstrukcji
3 mld lirów - koszt wzniesienia zapory
22 mld lirów – szacowana kwota odszkodowań wypłacona i wypłacana po dzień dzisiejszy



Źródła: http://dentroilvajont.focus.it/index.html , http://www.vajont.net/ ,
abcs